Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Statystyki

  • Odwiedziny: 632698
  • Do końca roku: 246 dni
  • Do wakacji: 55 dni

Kalendarium

Sobota, 2017-04-29

Imieniny: Hugona, Piotra

I miejsce w konkursie bajkoterapeutycznym w kategorii bajka relaksacyjna

 

"Ola na spacerze..."

 

Magdalena Świtała

 

Ola idzie z koszykiem do lasu... Wieje leciutki wietrzyk... świeci słoneczko... dziewczynka słucha śpiewu ptaków... Patrzy na ogromne drzewa... Czuje zapach sosen... Zbiera żołędzie i liście dębowe... Widzi piękne grzyby... borowiki... rydze... Grzyby uśmiechają się do niej... Zabiera je ze sobą... Przechodzi obok strumyka... Słucha jak woda uderza o kamienie... Do strumyka podchodzi mały kotek... Ola uśmiecha się do kotka... Kotek nie boi się dziewczynki... Patrzy na nią przyjaźnie. Miauczy, miau... miau... miau... Oleńka wraca do domu... Kotek jej towarzyszy... Nie może się od niego uwolnić... Kotek wchodzi na podwórko... Ola daje mu mleczka... Siada i patrzy jak kotek pije mleko... Odpoczywa..... Jest cicho... przyjemnie... spokojnie.

 

II miejsce w konkursie bajkoterapeutycznym w kategorii bajka relaksacyjna

 

Michalina Gaszak "O kropelce"

 

Kolejny ciepły, letni dzień zbliża się ku końcowi. Wielką łąkę i las powoli otula, swymi delikatnymi dłońmi, aksamitny Pan Mrok. Spowija czernią i granatem, niczym lekkim tiulem, nasza wieś. Słońce chowa się powoli za horyzont, znacząc delikatną czerwienią linię nieboskłonu. Pojedyncze, małe chmurki leniwie snują się po wieczornym niebie. Kwiaty chylą kolorowe główki, a ich prawie przezroczyste płatki zamykają się z cichym trzaśnięciem. Spóźnione pszczoły z cichym, wibrującym w powietrzu brzęczeniem, odlatują do swoich uli. Żuki i mrówki skończyły na dzisiaj swoją pracę. Wystarczy dobrze się wsłuchać, żeby usłyszeć, jak z cichym tupotem małych nóżek, umykają do swoich domków, schowanych w trawie, w ziemi, albo wśród listowia.

Wieczorny wietrzyk delikatnie szeleści w trawie, porusza zielonymi liśćmi. Słychać senne ćwierkanie ptaków, które niespiesznie układają się do snu w swoich gniazdach. Gdzieś daleko zaszczekał pies. Nocą będzie pilnował domu swoich gospodarzy i ich spokojnego snu. Powoli gasną światła w domach, a drogę oświetlają maleńkie robaczki świętojańskie – świetliki. Zapalają swoje małe latarenki, małe punkciki jasnego światła w aksamitnym mroku.

Za chwilę wyruszy na wieczorne łowy kot, który lekko przebiega przez łąkę. Miękkie poduszki jego łap sprawiają, że porusza się prawie że bezszelestnie. Ze snu budzą się też ćmy, które rozpoczną nocną wędrówkę w poszukiwaniu światła. Jedwabiste, delikatne skrzydła tych owadów uderzają o siebie podczas pospiesznego lotu. Gdybyśmy zanurzyli się w las, usłyszelibyśmy pohukiwanie szarych sów, łagodne stukanie racic przebiegającego jelenia.

Schowały się już zające, śpią przytulone w swoich norkach. Za to jeże tuptają po łące, pewnie biegną do ogrodu. Z oddali, z lasu dobiegło ciche pochrząkiwanie dzików. Ich dalekie kuzynki – świnki, śpią już dawno w chlewiku. Za chwilę Pan Mrok zapali na nocnym, ciemnogranatowym niebie, srebrzyste migoczące gwiazdy i oświetli drogę spóźnionym wędrowcom lśniącym sierpem księżyca.

Spokój, cisza i mrok objęły we władnie las i łąkę. I wy przytulcie się do miękkiej poduszki i zaśnijcie. Ale najpierw posłuchajcie nocnej opowieści...

 

III miejsce w konkursie bajkoterapeutycznym w kategorii bajka relaksacyjna

 

Po błękitnym, wiosennym niebie płyną powoli białe, bieluśkie obłoki...mięciutkie jak wata cukrowa. Na jednym z nich mieszka malutka, maleńka Kropelinka. Codziennie w zabawach towarzyszy jej mnóstwo sióstr i braci malutkich jak ona- Kropelek i Kropinek.

W wesołych zabawach uderzają o siebie wydając dźwięki podobne do złotych dzwoneczków a gdy wiatr niesie tę melodię, wszystkie kropelki, nawet te z sąsiednich obłoczków, zaczynają tańczyć w kółkach trzymając się za ręce.

Codziennie słońce wita się promykami z każdą z kropelek z osobna a one odpowiadają mu tęczowym uśmiechem.

Tego dnia Kropelinka zasłuchała się w pięknej melodii i otulona promykami przyjaznego słońca zasnęła. To co się jej przyśniło było jej zupełnie obce. Śniła, że wraz z siostrami Kropelkami i braćmi Kropinkami, fruuunie daleko, daleko w nieznaną jej krainę. Ale Kropelinka nie bała się ani trochę, bo nawet jej mama wybrała się z nimi w tę radosną podróż.

Nagle, jak za sprawą czarów znalazła się w tajemniczym miejscu, a wszystkie kropelki rozbiegły się po tej zielonej gęstwinie. Maleńka Kropelinka już zaczynała się martwić kiedy dobiegły ją śmiechy i radosne okrzyki jej rodzeństwa:

- Kropelinko, Kropelinko- wołała jej starsza siostra- Baw się razem z nami, jesteśmy na łące!!!

Strach kropelki odpłynął wraz z podmuchem ciepłego wiatru. Poczuła wspaniały zapach, ale nim zdążyła zapytać skąd pochodzi, siostry zabrały ją na przejażdżkę na uśmiechniętej biedronce.

- Rozejrzyj się Kropelinko- powiedziała czerwona przyjaciółka- Zobacz jak tu kolorowo.

Rzeczywiście, z góry spoglądało na kropelki mnóstwo pachnących kwiatów, każdy z nich wystrojony w płatki innego koloru. Wszystkie wyglądały jak wróżki i obsypywały ją drobniutkim pyłkiem o zapachu tysiąca kwiatów.

Nagle do Kropelinki podleciał piękny motyli i zaprosił ją w podróż na sam czubek maku. Gdy już się tam znaleźli małej kropelce zaparło dech w piersiach. Wszystkie Kropelki i Kropinki jak perły rozświetlały łąkę. Tuż obok niej, jej bracia zrobili sobie ślizgawkę ze źdźbła trawy a trochę dalej siostry żeglowały na malutkim listku po niewielkiej kałuży.

Wszyscy się świetnie bawili, zewsząd słychać było radosne okrzyki. Tylko Kropelinka ciekawa była gdzie podziała się jej malutka chmurka i spojrzała wysoko, wysoko w górę.

Zamiast chmurki zobaczyła tańczące motylki, które przysłaniały całe niebo, a pokryte były plamkami w kolorach kwiatów. Mała bohaterka postanowiła poprosić jednego z nich o przysługę.

- Motylku, motylku!- wołała jak najgłośniej potrafiła.

Pośród tańczących motyli znalazł się jeden, który dosłyszał wołanie maleńkiej kropelki. Podleciał do niej delikatnie i zapytał w czym może pomóc.

- Proszę, zabierz mnie do domu!- odpowiedziała.

Motyl nie mógł odmówić ślicznej Kropelince i chociaż nie wiedział czy zdoła wzbić się tak wysoko, obiecał, że zabierze ją z powrotem na mięciutki obłoczek. Mała pasażerka usiadła pomiędzy skrzydłami, na których kolorowe wzory zdawały się ciągle zmieniać swoje kształty. Wydawało się jej nawet przez chwilę, że to słońce promykami przesuwa plamki na skrzydłach motyla, by rozbawić smutną kropelkę.

Motylek wzbijał się wciąż wyżej i wyżej a Kropelinkę tak znużyła ta podróż, że zasnęła...

Obudziła się na swoim obłoczku. Większość jej sióstr i braci pogrążeni byli jeszcze w śnie, wiatr kołysał nimi a słońce pilnowało, żeby nie pospadali z malutkiej chmurki.

Kropelinka zapytała mamy:

- A gdzie ten śliczny motylek? Już odleciał? Nie zdążyłam mu podziękować!

Mama z uśmiechem objęła zawiedzioną kropelkę a mała podróżniczka wcale nie czuła zmęczenia po tej niesamowitej wyprawie. Przeciągnęła się by zaraz śpiewając, w podskokach obudzić ze snu całe swoje rodzeństwo i zachęć do zabawy. Po chwili cała chmurka mieniła się kolorami, bo radosne kropelki wśród promyków słońca znów zaczęły swój taniec.

 

 

"Kotek"

 

Mały kotek samotnie wracał ze szkoły. Ciągnął łapkę za łapką wolno,
jakby ospale. Był smutny, nic go nie cieszyło, czuł się bardzo
nieswojo. Niechętnie prychał na inne przechodzące obok zwierzęta.
Nagle nadleciał malutki motylek i nad samym nosem kotka zrobił
okrążenia, jedno, drugie, trzecie. Chyba mi się przygląda – pomyślał
kotek i łapką próbował odgonić motylka. Ale ten wcale nie odlatywał,
tylko krążył, krążył i jak samolot kreślił znaki w powietrzu. Kotek
patrzył i patrzył, jak zaczarowany, w piękny lot motyla. A ten wzbił
się wyżej, jakby chciał dolecieć do słońca, i nagle znikł mu z oczu
za wysokim ogrodzeniem. Zaciekawiony kotek zbliżył się do płotu,
wdrapał się po deskach i znalazł się w ogrodzie. Rozejrzał się
dookoła. Było tam tak pięknie, rosły wysokie owocowe drzewa
sięgające koronami do nieba,
a małe krzaczki, jakby przy nich przycupnięte, trzymały się ich jak
maminej spódnicy. Rosły też kolorowe kwiaty, które jak dywan
pokrywały cały ogród. Kotek poczuł zapach ziemi, kwiatów, krzewów i
drzew. Pociągnął mocno noskiem i zapach jak fala, jakby ramionami,
objął go. Kotek położył się na trawie i oddychał miarowo, równo
i spokojnie. Przetarł oczy, podłożył łapki pod głowę, wyciągnął całe
ciałko, było mu bardzo wygodnie. Leżał teraz i odpoczywał. Poczuł
senność. Słonko wysyłało swe promyki na ziemię, by pogłaskały każdy
kwiatek, każdy listek i każdą roślinkę. Kotek poczuł przyjemny dotyk
ciepłych promieni. Zamknął oczy. A promyczki jeden po drugim
głaskały go, przyjemnie ogrzewając. Po chwili pojawił się delikatny
wiaterek, który kołysał listki i gałęzie, jakby do snu. Pochylił się
nad kotkiem i też go kołysał, trzymając w swoich ramionach. Kotek
poczuł, jak wiaterek przesuwając się teraz po nim od głowy do łap,
do pazurków samych, z wolna uwalnia go od smutków,
i jeszcze raz, i jeszcze delikatnie przesuwając się od głowy w dół
ciałka, zabiera
z sobą całe niezadowolenie. Kotek poczuł się tak dobrze, poczuł się
spokojny, jakby obmyty ze wszystkich swoich dużych i małych
zmartwień. Otworzył wolno oczka
i popatrzył na chmurki, które płynęły po niebie, nie spiesząc się,
leniwie, nie przeganiając się, zgodnie. Płynęły i płynęły, a wiatr
wolno je popychał. Kotkowi było tak dobrze. Nagle jedna mała
kropelka spadła mu na nos. Co to ? - zdziwił się. Rozejrzał się
dookoła i zobaczył, jak kwiatki wyciągają swoje małe główki do
kropli deszczu, zupełnie jak on pyszczek do miseczki z mlekiem.
Usiadł na trawie. Przeciągnął się. Kropelki deszczu wolno, lecz
miarowo spadały na spragnione roślinki. Wraz z tym delikatnym
deszczem wróciła mu siła. Wstał, otrząsnął futerko, uśmiechnął się
do siebie zadowolony. Pora iść do domu - pomyślał. Ale dziwną
przeżyłem przygodę w tym ogrodzie, gdzie przyprowadził mnie motylek.
Wrócę tu jeszcze - obiecał sobie - tu jest tak pięknie i spokojnie.
Wyprężył się do skoku
i jednym zamachem przeskoczył płot. Radośnie machając ogonem, wracał
do domu.

…………………………………………………………………………………………..

"Niedźwiadek"

 

Mały niedźwiadek szedł wolno przez las. Czuł ogarniające go
zmęczenie, nóżki zrobiły się jakieś ciężkie i nie chciały odrywać
się od ziemi. Rozglądał się dookoła, szukając miejsca do odpoczynku.
Drzewa rosły tutaj rzadziej, słońce coraz swobodniej przeciskało się
przez konary drzew, oświetlając wszystko dookoła.

Chyba niedaleko jest jakaś polanka, tam sobie odpocznę - pomyślał
miś.
I rzeczywiście, po chwili jego oczom ukazała się mała łączka
otoczona ze wszystkich stron drzewami. Stanął na jej skraju i
znieruchomiał z zachwytu: niskie krzewy, trawa, kwiaty jak kolorowy
dywan rozkładały się u jego stóp. Na środku łączki zajączki,
króliczki, ba, nawet myszki wygrzewały się w promieniach słońca.
Spojrzał na niebo. Było bezchmurne, słońce jakby wiedziało, że
zwierzęta oczekują na jego promienie, bo świeciło bardzo mocno. Miś
wystawił pyszczek do słońca i poczuł, jak przyjemne ciepło obejmuje
najpierw jego głowę, a potem całe ciało. Usłyszał lekki szum wiatru
i brzęczenie owadów, które unosiły się nad kwiatami. Głęboko
odetchnął. W nos wkręcał się delikatny zapach trawy i kwiatów.

Tutaj jest wspaniałe miejsce do odpoczynku - pomyślał, po czym
położył się wygodnie na trawie, jak na kocyku, łapki podłożył sobie
pod głowę. Zamknął oczy. Odpoczywał. Oddychał miarowo i spokojnie.
Zrobił głęboki wdech, wciągnął powietrze przez nos, a po chwili
wypuścił je. Powtórzył to jeszcze raz. Czuł, jak z każdym wydechem
pozbywa się zmęczenia. Był teraz przyjemnie rozluźniony, poczuł się
ciężki i bezwładny. Jego głowa, brzuszek i nóżki były jak z ołowiu.
Wtulił się w trawkę jak w kołderkę. Było mu bardzo wygodnie.
Oddychał równo i miarowo, jego klatka piersiowa spokojnie w rytm
wdechu i wydechu unosiła się i opadała, tak jak fale morskie, kiedy
wolno i leniwie przybijają do brzegu. Poczuł się teraz tak dobrze !
Delikatny wiaterek przesuwał się po całym jego ciele, rozpoczynając
od czubka głowy aż po koniuszki łapek, zabierając z niego zmęczenie
i napięcie. Robił to raz i drugi, powtarzał wiele razy. Promienie
słońca przyjemnie ogrzewały. Miś odpoczywał. Po chwili zasnął, a
razem z nim zajączki, króliczki i nawet małe myszki. Zrobiło się tak
cicho, że nie słychać było nawet brzęczenia pszczół. Słońce wolno
szło po niebie. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiły się małe chmurki,
rozpoczęły zabawę
w chowanego, biegały po całym niebie, zagradzały drogę promyczkom,
które płynęły na ziemię. Wiatr zaczął silniej dmuchać, łączka
budziła się ze snu. Zabrzęczały pszczółki, które znowu zabrały się
do zbierania miodu z kwiatów, ptaszki rozpoczęły swe trele, a motyle
rozpościerając skrzydełka, unosiły się nad roślinkami. Wtem jeden z
nich, taki najmniejszy motylek usiadł na nosku niedźwiadka i w
rezultacie niechcący go przebudził. Miś leniwie otworzył oczy.
Przetarł je łapkami. Ziewnął raz i drugi, przeciągnął się. Wiaterek
tymczasem nagle zawirował, zatańczył i chłodnym powietrzem orzeźwił
go. Najpierw dotknął jego łap. Wniknęła w nie ożywcza siła, miś
poczuł, jakby zanurzył je w chłodnym strumyku. Ten przyjemny,
orzeźwiający dotyk przenikał coraz wyżej i wyżej, jak prysznic
ogarnął ciało, dając energię, przepełniając siłą. Miś łapkami,
główką, nóżkami. Wstał, otrzepał futerko, poczuł się odprężony
i wypoczęty. Wiaterek wzmagał się, coraz silniej, tańcząc po łące i
zachęcając wszystkich do zabawy. W jego rytm pochylały się trawy,
kwiatki, a nawet krzewy ruszały swymi gałązkami jak ramionami.

Cudownie wypocząłem - pomyślał miś. - Jutro na pewno tutaj powrócę,
ale teraz już pora wracać do domu. Czeka tam przecież na mnie mama i
przepyszny podwieczorek. W tym momencie pogłaskał się po brzuszku i
ruszył energicznie, podskakując w rytm podmuchów, w kierunku swego
domu.

……………………………………………………………………………………….

Pliki do pobrania


Przejdź do góry